tsblog

Perypetie domowe

16-go lipca, dokładnie w zasadzie miesiąc temu pisałem, że dostałem z sądu pismo, że odrzuca on wniosek eks o zwolnienie z kosztów jak i zażalenie na odrzucenie ;-)

Wczoraj znów awizo, poczta, okienko, nerwy.

Odbieram, otwieram. Sąd przesłał zażalenie z… marca. Czyli najpierw przysyła odrzucenie zażalenia, potem po miesiącu zażalenie.

Biurokracja ;-)

Tata bije mamę.

3 komentarzy

Żeby nie było za cudnie…

Dziś odebrałem M z przedszkola, cieszył się bo jutro udało mi się „porwać” go na cały dzień na wycieczkę do aquaparku.

Szybko jednak dobry humor prysł bo nagle M wypalił „nie wolno bić mamusi”. Spytałem kto mamę bije, odpowiedział „tata”.

Zdębiałem, spytałem skąd taki pomysł, odpowiedział, że „mama mi mówiła”.

Nie drążyłem tematu lekko zaszokowany tym co ona wyprawia. niespełna 4-latkowi wpaja takie rzeczy!

Niech sobie opowiada o mnie niestworzone rzeczy koleżankom, policji (co przecież robiła i jakoś dorosłych nie przekonała), ale małemu dziecku?

W domu nie dawało mi to spokoju, włączyłem nagrywanie w telefonie i spytałem go o to raz jeszcze. Może nie powinienem, ale chciałem mieć to utrwalone, a on powtórzył ponownie, że mama mu mówi, że tata ją bił.

Co robić? Do sądu przecież nie pójdę… A to już jest grube przegięcie.

Biegamy!

1 komentarz

Rok temu S, która biega, zaraziła mnie tą formą aktywności. Byłem jako widz na lokalnym corocznym biegu i… spodobało mi się, atmosfera, radość, jakaś więź międzyludzka.

Warunki zdrowotne nie pozwoliły jednak podjąć jakichkolwiek prób, zacząłem truchtać tak naprawdę w kwietniu tego roku.

W połowie czerwca wystartowałem w pierwszym biegu (w sumie z marszu pobiegłem), pod koniec czerwca w drugim i jakoś to poszło. Teraz śledzę wszelkie info o biegach w okolicy, tak mnie wzięło :-)

Co lepsze – jak K zobaczył pierwszy, potem drugi medal (nie, nie za podium, dostaje każdy kto ukończył) to się zaraził ;-) Wcześniej jak go namawiałem to „wolę rower”. Od mniej więcej miesiąca biegamy sobie regularnie po kilka kilometrów co 2-3 dni. I cieszy to, że on ciągle chce, nie zniechęca się, wręcz sam pyta kiedy znów biegamy.

I wczoraj ukończył ze mną i z S swój pierwszy w życiu bieg. Nie opiszę (i nawet nie będę próbował) radochy jaką miał jak dobiegł a na jego szyi zawisł wielki i ciężki medal. Tym bardziej, że to był bieg terenowy, po sporej ulewie.

Niestety, w tej całej radości jest też łyżka dziegciu. Spytałem czy mama przyjdzie na metę mu pokibicować. Powiedział, że nie ma ochoty się ze mną spotykać. Potem mi napisał, że mama „pogratulowała i tyle”. Za to M latał z medalem na szyi :-D

Ja już straciłem nadzieję, że ona znormalnieje.

Przykro.

1 komentarz

W końcu zasłużony urlop.

Eks mi napisała e-maila z pytaniem czy odbiorę w dni swoich „widzeń” M od babci.

Napisałem, że mam urlop i żadnych planów więc mogę wziąć M na cały dzień, po co obciążać babcię.

OK, zgodziła się :-), chciała, żebym po niego przyjechał i go wieczorem odwiózł. Nie ma tak dobrze, bez przesadyzmu, jadąc do pracy mija mój dom w odległości 20 metrów, może go podrzucić czyż nie?

 

Dziś rano przywiozła, zszedłem na dół, M uradowany, ja też, eks zupełnie odwrotnie ;-D

A dlaczego przykro? Bo pierwsze słowa M po odejściu eks brzmiały „mama Cię nie lubi ale ja Cię lubię”. Oczywiście druga część tego zdania to miód na serce, ale pierwsza sprawia przykrość. Nie dlatego, że mnie nie lubi, może mnie nienawidzić, serdecznie mam to gdzieś. Ale to, że M tak mówi to znak, że w jakiś sposób jest w tę nienawiść wciągany. Tylko po co?

Zapomniałem ;-P

4 komentarzy

O czym zapomniałem? Ano o tym, że czekam ciągle na odpis wyroku z podziału majątku :-)

Wiele się ostatnio u mnie działo, prywatnie, zawodowo, no i podział majątku wyleciał z głowy.

Wczoraj w skrzynce awizo – polecony. No jak zwykle – niepewność, bo to raczej nic dobrego.

Dziś z samego rana poleciałem odebrać. Z daleka widzę – koperta z sądu. Niedobrze.

Ale po chwili olśnienie – przecież nie dostałem jeszcze odpisu wyroku dzielącego majątek! Koperta do łapki – uff, sygnatura podziału majątku.

Otwieram, jednak to nie odpis.

Czytam i oczom nie wierzę, śmiać mi się chce, aż głupio się uśmiechać, bo ludzie patrzą.

Dla mnie nic złego na szczęście, ale taka głupota, że aż wstyd.

Otóż wyobraźcie sobie, była małżonka od CZTERECH MIESIĘCY zaskarża wyrok w części mówiącej ile ona musi za podział zapłacić sądowi. Żeby było zabawniej, nie robi tego osobiście ale za pośrednictwem prawnika czy tam adwokata. Masa mądrych zwrotów „zarzucam Sądowi obrazę prawa procesowego”, „dubio pro fisco” itd. Sąd skargę odrzuca to adwokat zaskarża odrzucenie ;-D

I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie kwota jaką ma zapłacić eks… Pomyślcie najpierw ile bierze taki prawnik za sporządzenie jednego pisma. OK, powiecie, może on to robi za friko. Nie wiem, czy eks za to mu płaci czy nie, więc przyjmijmy, że nie płaci. To na ile wyceniacie 4-miesięczne kombinowanie, nerwy (bo na pewno składanie skarg do sądu nie wpływa pozytywnie na samopoczucie) itd? Ile kosztowało nas wszystkich (podatników) rozpatrywanie skarg, wysyłanie pism itd.

To Wam napiszę – cały ambaras jest o trzydzieści złotych. Jedna duża pizza.

Jakiś czas temu pisałem o wniosku byłej małżonki o unieważnienie ślubu.

Napisałem, że

W pierwszym zdaniu uważa małżeństwo za nieważne między innymi dlatego, że… była niezdolna psychicznie do podejmowania ważnych decyzji.

Wczoraj przyszło pismo z sądu diecezjalnego informujące o wyznaczeniu składu „sędziowskiego”.

Wczytałem się i okazuje się, że źle zinterpretowałem pierwsze pismo. Jej chodziło o to, że to ja byłem niezdolny psychicznie do podejmowania decyzji! 25-letni facet niezdolny do podejmowania decyzji o ślubie, no cóż…

Z innych przypadków – ciągle nie mam papierów potwierdzających uprawomocnienie się podziału majątku. Już prawie 3 miesiące mija, ciągle coś im przeszkadza :-/

W zeszłym tygodniu zmarł tata S…

Nie zdążyłem go poznać, starszy schorowany człowiek wiele ostatnich dni spędził w szpitalu i w nim dokonał swojego żywota.

Ja pochowałem swojego tatę kilkanaście lat temu. Nie miał nikogo bliższego, więc ja wespół z bratem zajmowaliśmy się pochówkiem.

Na pogrzebie taty S ciągle miałem przed oczami swojego tatę. Nie był może wzorem ojca, ale był mi najbliższą osobą na świecie.

Chcę Wam przekazać jedną rzecz – jeśli kiedykolwiek w jakiejkolwiek sytuacji ktoś Wam tak bliski jak bliski był mi tata poprosi o pomoc – nie kalkulujcie. Nie oceniajcie, po prostu pomóżcie. Ja kiedyś nie pomogłem mojemu tacie, bo groziło to kłopotami. I do dziś, od kilkunastu lat mam wyrzuty sumienia, że mogłem postąpić inaczej. Może miałbym przez to kłopoty, ale jemu byłoby łatwiej.

Tato, przepraszam po raz kolejny, nie wybaczę sobie do końca życia, że sprawiłem Ci zawód i nie zdążyłem tego zrekompensować.

Dawno nie pisałem, nic się nie działo.

Dziś przypomniałem sobie, że przecież czekam na papier z sądu, potwierdzający uprawomocnienie się ugody.

Nie pisałem wcześniej, ale opiszę w skrócie co się wydarzyło miesiąc temu niespełna.

Otóż aby załatwić wszystkie formalności w spółdzielni mieszkaniowej (tej starej) potrzebny był papier z sądu, że podział zakończony. Wniosek o papier złożyłem, zapłaciłem ile trzeba i czekałem. Nie mogąc się doczekać, zadzwoniłem.

Okazało się, że już TEORETYCZNIE po uprawomocnieniu postanowienia zauważono błąd w orzeczeniu, więc… sąd wysłał sprostowanie i od momentu otrzymania przez nas sprostowania mamy 7 dni na ewentualne zażalenie. Nadmieniam, że sprostowanie było na moją niekorzyść (chodziło konkretnie o opłaty sądowe). Kobitka z biura obsługi w sądzie nie umiała mi tego racjonalnie wytłumaczyć jak to jest możliwe, że w poniedziałek wyrok się uprawomacnia a w piątek ktoś zauważa błąd i wyrok już prawomocny nie jest. Magia.

W międzyczasie eks przelała na moje konto należną sumę i uznałem, że temat jest zamknięty.

I dziś przypomniało mi się, że wciąż nie przysłano papierka. Zadzwoniłem i dowiedziałem się… że eks złożyła zażalenie. WTF? Miesiąc po ustawowym terminie, w którym mogła to zrobić. Znów nie umiano mi wyjaśnić dlaczego w ogóle zamiast kazać iść prostować banany sąd będzie się teraz zajmował zażaleniem. Sąd wysłał jakieś pismo do pełnomocnika i teraz czeka na jego łaskawą odpowiedź.

Heh…

Finito!?

7 komentarzy

Dziś była rozprawa o podział majątku.

Przygotowałem się dość gruntownie, żeby w razie potrzeby wytoczyć ciężkie działa, okazało się, że nie było potrzeby…

Jako świadek stawił się rzeczoznawca, w sumie nie miałem pojęcia po co.

Mecenas eks przepytywał rzeczoznawcę po 10 razy o rzeczy… których on nie wyceniał. Wycenił mieszkanie na kwotę X i tyle.

Mecenas „a zabudowy”? Rzeczoznawca „Nie wyceniałem”. „A one nie są stałe?”. „Można je zdemontować, ale to podlega wycenie innego rzeczoznawcy, ja jestem od NIEruchomości”. „Ale te zabudowy to nie są na stałe?”. „Nie są”.

I tak w kółko, dobre 20 minut.

W końcu gdy dopuszczono mnie do głosu to spytałem o co generalnie chodzi, bo w moim pozwie jest do podziału mieszkanie i rzeczoznawca je wycenił na X i ja się z tym zgadzam. Zabudowy mnie nie interesują, więc w czym problem? Konsternacja :-)

Potem sędzina pyta czy się dogadaliśmy. Ja na to, że nie została mi przedstawiona żadna uczciwa propozycja, bo nie ma co się oszukiwać i szukać ucieczek tylko mnie spłacić i tyle. To eks jest mi winna kasę a nie ja jej.

Mecenas z eks poszeptali i poprosili o przerwę. Na korytarzu mecenas do mnie „jaka jest pańska propozycja”? Łeee, że co? Oznajmiłem, że wszystkie moje propozycje kończyły się odmową, ze sławnym już wypowiedzianym przez eks „mam to w dupie, spotkamy się w sądzie”. Mecenas poprosił eks aby nas zostawiła samych, pogadał po ludzku. Pech, że nie miałem przy sobie tabeli z wyliczeniami, ale zaproponowałem pewną kwotę, poszedł się skonsultować, wrócił z propozycją mniejszej i spłaty w ciągu 2 miesięcy. Co prawda kwota ta daje ledwie 1/4 wartości majątku, ale nie o pieniądze mi chodzi tylko o podejście. Takie postawienie sprawy uznałem za warte zachodu i zgodziłem się.

I wniosek mecenasa o połowę składek emerytalnych też przepadł po drodze ;-P

Tak więc za tydzień gehenna dzielenia się majątkiem i płacenia za mieszkanie, do którego nawet wejść nie mogę zostanie zakończona. No chyba, że eks się rozmyśli i złoży zażalenie, ale nie podejrzewam, strzeliła by sobie w kolano.

Dzwonek do drzwi, listonosz. Odbieram.

Sąd… DIECEZJALNY.

Yyyy, że co? W takim sądzie jeszcze nie byłem ;-) Sobie myślę, pies narobił na terenie jakiejś parafii? Niemożliwe, raz, że sprzątam po sierściuchu, dwa że nie błąkamy się po takich terenach. To może jakiś krewny szuka rodziny? Albo może coś nie tak z jakimś nagrobkiem?

Nieeeeee….

Otóż moi drodzy czytelnicy po 17 latach moja szanowna eks chce unieważnić małżeństwo.

I w sumie to nic nietypowego, może jej nowy facet nalega na ślub kościelny?

Ale najfajniejsze jest uzasadnienie.

W pierwszym zdaniu uważa małżeństwo za nieważne między innymi dlatego, że… była niezdolna psychicznie do podejmowania ważnych decyzji. HELOŁ!? To co, ślub cywilny też unieważnić? Buahahaha….

Dalej jest równie ciekawie, bo na 3 stronach maszynopisu „opisuje” nasze kilkunastoletnie pożycie.

Jak możecie się domyślić, pełne jest niedomówień, stwierdzeń bez pokrycia, przekręconych faktów, oraz zwyczajnie kłamstw. Żenujące jest również obrzucanie gównem moich znajomych, mojej matki czy brata, Bogu ducha winnych…

Muszę trochę ochłonąć, ale kilka „argumentów” eks kwalifikuje się pod pozew o pomówienie bądź zniesławienie. BARDZO się nad tym zastanawiam.

Wesoło ;-D


  • RSS