Jak już pisałem zainteresowałem się bieganiem i wciągnąłem w to K.

Niedawno miały być organizowane w naszym mieście takie „mini zawody” dla małych dzieci propagujące ten rodzaj aktywności. Z jednej strony fajnie, że ktoś coś próbuje robić, z drugiej – organizowanie w październiku takiego biegu dla dzieci to trochę chybiona idea…

W komitywie z K poprzestawialiśmy terminy moich widzeń z M bo „mama nie jest zainteresowana”, więc chciałem ja z M pobiec. To dla takich małych dzieci miało być tylko 100 metrów, ale frajda dla smyka olbrzymia.

No i jak się okazało idea organizacji w październiku była chybiona bo w ostatniej chwili odwołano, akurat wtedy nad Polską przechodziły gwałtowne burze. Oficjalny komunikat „może jeszcze będzie, a może nie”, tak mniej więcej :-)

 

Tak się składa, że w wielu miastach Polski, w moim również, z okazji Święta Niepodległości organizowane są okolicznościowe biegi. I od jakiegoś czasu zapisany jestem ja, S i K. No i pech chciał, że ten bieg dla dzieci ktoś postanowił podpiąć pod nasz bieg, tyle, że pół godziny wcześniej. Wyklucza to niestety aby pobiegł ze mną, bo przecież go potem nie mam z kim zostawić. Więc sprzedałem K temat, żeby mama zabrała M na ten bieg. Odpowiedź: „mama powiedziała, że może przyjdzie, jeśli nie będzie miała innych planów”. Szlag mnie trafia jak coś takiego słyszę, w dzień wolny będzie miała jakieś ważniejsze rzeczy do zrobienia niż sprawienie radości własnemu dziecku?

 

Kilka dni temu M mnie rozczulił, a to trudne ;-) Mianowicie w czasie wizyty u mnie w trakcie zabawy spytał „a S przyjdzie?”. Odpowiedziałem, że jest zajęta, ma swoją córkę i musi z nią pobyć. Na to M „to może my pojedziemy?”. Zadzwoniłem do S i od razu dałem M do słuchawki. „Sesć, psyjdzies do nas? A dlacego? A tata mi kupił stałosa, wies?”. I tak dalej… Przyjemnie się takich rzeczy słucha, wielką radość mi sprawia, że zarówno K jak i M akceptują w całej rozciągłości moją partnerkę.

 

 

Ale żeby nie było za różowo i słodko, wpadła też łyżka dziegciu.

Mianowicie jak odwoziłem M do domu dwa dni temu, zaczął mówić coś o bieganiu i pieniążkach. Nie wiedziałem na początku o co mu chodzi, w końcu udało się dogadać, że ma na tablecie grę, co „pan biega i zbiera pieniąski”. I nagle M mnie rozwalił: „mama nie pozwala brać tableta do ciebie, denerwuje się i krzyczy”. Zmieniłem temat bo zaczynał wpadać w płaczliwy ton, ale zrozumiałem, że chce czasem brać zabawki czy tablet do mnie, ale ona mu nie pozwala. Z jakiego powodu? Nie wiem, ale cisną mi się niecenzuralne „bo ona jest po***na”.

 

Ale ogólnie dodając plusy życia i minusy – jestem na plusie :-D