Od razu piszę – piekło zamarzło bo na 100% nie miało innego wyjścia.

O cóż chodzi? Ano 2 tygodnie temu eks napisała e-maila, że M chory, więc nie zobaczę się z nim przez jakiś czas. OK, zrozumiałe, i tak jestem pozytywnie zaskoczony, że choruje tak rzadko, wiecie jak jest w przedszkolach.

A tu nagle e-mail z pytaniem, czy nie mógłbym na jeden dzień wziąć go do siebie, bo ona nie może się z pracy zwolnić i nie ma z kim zostawić. Pierwsza myśl byłą taka, że sorry, radź sobie kobieto. Ja już urlopu nie mam na ten rok, pracy przed końcem roku masa, do zamknięcia ważny projekt i nawet jeden dzień, który wypada z kalendarza jest dużym problemem. Ale jednak pogadałem w pracy, poprosiłem w pracy o wolne, do odrobienia i OK, dało się :-)

Stawiam, że nie miała z nikim innym zostawić M, może się mylę, ale raczej nie.

 

A „prezent”? Ano dostałem z sądu pismo, że mam uiścić całkiem sporą sumę tytułem uregulowania kosztów sprawy sądowej o podział majątku. Drugie tyle ma uregulować eks. Najbardziej mnie wk…wia to, że tych kosztów by nie było, gdyby eks się od razu zgodziła na wycenę a nie upierała przy rzeczoznawcy. Szlag by trafił.