Witajcie w Nowym Roku :-)

Dla mnie zaczął się od mocnego uderzenia, jeśli będzie jak u Hitchcocka, że najpierw trzęsienie ziemi a potem napięcie rośnie to będzie wesoło :-)

W zeszłym tygodniu dostałem awizo, polecony. Jak już wiecie, polecone do mnie nie wróżą w 90% nic dobrego.

Poszedłem na pocztę, odbieram, nadawca: eks. Noooo, jak już pisze do mnie poleconym zamiast zwyczajowo e-mailem to myślę sobie – będzie grubo.

No i jest. Znów ma omamy i twierdzi, że w czasie małżeństwa odkładaliśmy (z naciskiem na „my”) pieniądze na wspólnym koncie dla K. I uzbierało się tego całe 30000 PLN. Cyfra jest oderwana od realiów, ale dziwnym zbiegiem okoliczności pokrywa się z tym co mi była winna z tytułu podziału majątku. Przypadek?

I mam tę kwotę jej przelać w ciągu 7 dni bo jak nie to „sprawa zostanie przekazana do sądu, co spowoduje powiększenie kosztów”. No raczej nie moich.

Oczywiście gdzieś jej dzwoni, ale nie w tym kościele co trzeba. W ogóle takiego roszczenia nie może wysuwać, ale jeśli już przyjąć, że może to:

a. Nie ona odkładała;

b. Nie było tego 30000 tylko kilkukrotnie mniej;

c. To co nawet było zostało przez nas oboje spożytkowane na wspólne życiowe cele, głównie na JEJ kurs zawodowy…

Nawet jeśli coś było na tym podkoncie to konto te zostało zlikwidowane za czasów wspólnoty majątkowej. Więc teraz, niemal rok po podziale majątku domaganie się zwrotu czegokolwiek powoduje u mnie grymas śmiechu. Choć nie ukrywam, że trochę też stresu, różne historie się o wyrokach sądowych słyszało ;-)

I nawiązując do tytułu wpisu – mam kilka zaufanych osób, z którymi się dzielę „odpałami” eks małżonki i reakcje zawarte w tytule są tymi bardziej nadającymi się do zacytowania… Większość się niezbyt nadawała z powodu sporego zagęszczenia niepochlebnych opinii na temat eks ubranymi w mało parlamentarne słowa :-)