Dzisiaj złożyłem odpowiedź w sądzie na pozew niby w imieniu K, jaki wystosowała eks o kasę jaką niby jestem mu winien.

 

Z jednej strony czuję się trochę winny za to, że K nie ma pieniędzy, które kiedyś mu odkładaliśmy.

Z drugiej strony – żeby nie zwalanie na mnie wszystkich opłat i kredytów przez eks, pewnie jeszcze te pieniądze K by miał.

A tak to się po prostu rozeszły. Przejrzałem historię wpłat/wypłat i już wiem na co poszły. I to nie były bynajmniej potrzeby moje czy K. Owszem, też (remont mieszkania), ale też w bardzo dużej części poszło też na potrzeby eks, czy jej rodziny.

 

W odpowiedzi na pozew nie pisałem na co konkretnie (nie chcę prać brudów), ale jak przyjdzie co do czego i nie będę miał wyjścia to wywalę na rozprawie co i jak.

Na razie nie chce mi się o tym myśleć. Wakacje za pasem, K ma średnią niemal 4,9 (także dzięki mnie, jupiii), M jest dobrym brzdącem, mam nowego czterołapego członka rodziny, związek z S jest spełnieniem marzeń, czego chcieć więcej?