Zawsze patrzę z zazdrością na ludzi, którym po prostu w życiu nie wyszło, albo z czasem ich potrzeby okazały się zupełnie inne, ale mimo tego, że się rozeszli potrafią oddzielić swoje problemy między sobą od tego, że istnieje wspólny mianownik – dzieci.

W te wakacje lekko poczułem, że ten mianownik w moim przypadku istnieje i zawiązała się nić porozumienia. Wiem – to złudne uczucie i za jakiś czas eks znów mi spróbuje dopieprzyć, ale to jej problem, nie mój.

Ja wiem, że po 3 tygodniach niewidzenia M z powodu urlopów ten mały szkrab (choć już nie taki mały!) uściskał mnie z całej siły i wyszeptał do ucha „tęskniłem za tobą tatuś”. I to jest coś co rozrywa w każdym centymetrze moje serducho.

Co więcej – córka S, dorosła już panna, którą znam w sumie 2 lata! – wyjechała na wakacje do rodziny w połączeniu z dorobieniem paru groszy. I pisze mi przed powrotem, że tęskni. Ale nie pisze, że tęskni do mamy, ale tęskni do „nas”. „NAS”. My. Nie wiem, czy kiedykolwiek „my” zrobiło mi większą radość.

Z K i M mam bardzo fajny kontakt. W sumie chyba nawet kiedyś pisałem – nie wiem czy byłby lepszy jakbyśmy dalej z eks byli razem. Teraz jest inaczej. Lepiej.

W ubiegłym tygodniu wyjechaliśmy razem do odległego o 200km miasta na plenerową imprezę. Ja i S już byliśmy 2 lata temu na niej, teraz udało się namówić K i dostać zgodę eks na zabranie M. Mimo, że miałem obawy co do pogody i czasu (impreza po zmroku ze względu na kluczową rolę światła w tym wydarzeniu) to M był wniebowzięty. Myślałem, że będzie marudny i zmęczony ale nawet po zakończeniu był pełen energii i padł dopiero w samochodzie.

Czasem jak zostaję sam mam różne przemyślenia. O przemijającym czasie, o tym jak splatają się losy ludzi, którzy w teorii nie pasują do siebie i o tym jak daleko od siebie są ludzie pozornie idealnie do siebie przypisani. Mam wielu znajomych. Część z nich to świetne pary, które mimo upływu lat dalej patrzą na siebie z ogniem w oczach i w tym ogniu jest prawda. Są też tacy, którzy z boku wyglądają na superzgodne pary lub małżeństwa, ale prawda jest zupełnie inna.

Jak patrzę tak na chłodno, z boku i perspektywy czasu, moje byłe małżeństwo nie było ani takie ani takie. Nie było widać prawdziwego ognia w oczach ale też nie było widać żebyśmy byli specjalnie zgodni…

Dziś za to mogę powiedzieć – S jest kimś, kogo życzę każdemu facetowi (no dobra, lesbijkom też :-P)

Dogadujemy się w każdym temacie, czasem nawet bez słów. Często też ja zaczynam zdanie a ona kończy. Albo na odwrót. Mogę powiedzieć, że podoba mi się np. Jennifer Lopez a ona mi, że kręci ją Keanu Reeves. I nie ma najmniejszego problemu. Nie ma też tematów tabu, rozmawiamy o tym co nas trapi, co nas kręci, co odrzuca, co podnieca, co denerwuje a co cieszy. Mamy podobne zainteresowania i podobny tok myślenia. Uwierzycie, że w ciągu ponad dwóch lat razem ani razu nie mieliśmy żadnej kłótni czy jakiegoś focha? Poza takim udawanym oczywiście, dla żartu :-D

Oglądamy filmy wszelkiej maści – przy okazji polecam film „Kiki i sekrety seksu”. Bardzo ciekawy i poniekąd frywolny film, ostatecznie jednak mówiący o tym jak pary mimo różnic i dziwactw łóżkowych między sobą potrafią się porozumieć. Poleciłem film mojemu koledze w skrócie streszczając o co w nim chodzi i usłyszałem „a to nie, to nie jest film do oglądania z moją żoną”. Pomyślałem sobie wówczas, jakie mam szczęście, że z S mogę obejrzeć wszystko. Dosłownie. I możemy to skrytykować, docenić, obśmiać, zachwycić się – po prostu wyrazić swoje zdanie i każde z nas uszanuje to co mówi drugie. Nic nie ma na siłę, bo druga strona powie „bez sensu”.

Dziś mam wszystko z sensem.

Czego i Wam życzę na koniec wakacji :-)