Niedawno odprowadzałem M i o dziwo zamiast K wyszła po niego eks.

Oczywiście nie bez powodu, okazało się, że ma potrzebę… Gdzieś niby wyjeżdża, K też a ona nie ma z kim zostawić na weekend M. No i czy ja bym go nie wziął i uśmiech i te sprawy, milutko, grzeczniutko.

Co mam nie wziąć, pewnie, że wezmę. To będzie pierwsza noc M u taty!

Przy okazji M się wyklepał, że mama znów spotyka się z „Karolkiem” jak to go kiedyś nazwałem tutaj. I dobrze, lepiej jeden niż co chwilę inny.

Z innej beczki – jako, że za dwa tygodnie rozprawa o rzekomy dług, jaki mam u K – podjechałem do sądu i spojrzałem w akta, bo przecież eks miała się ustosunkować do tego co zawarłem w aktach. Nooo, ustosunkowała się.

Że nie wiedziała, że założyłem K konto. Że nie wie, jaki mam do niego dostęp (a mam taki, że znam numer i mogę przelać kasę, co zresztą robię. I nic więcej nie mogę). Że za granicę (Majorka, te sprawy…) jeździliśmy za „urlopowe” z pracy (moje 500 i jej 500 i niby wystarczyło na Majorkę, hue hue). Że ja ją obrażam i nie szanuję w pismach do sądu. Itd. itp, już nawet nie pamiętam, ale lista była długa, zanotowałem sobie i do segregatora :-)

W weekend wybraliśmy się do większego miasta, między innymi na zakupy, S musiała sobie coś kupić niedostępnego u nas. Był z nami K. Chodziliśmy też po sklepach z ciuchami, K oglądał buty. Nie mogłem sobie odmówić wbicia eks szpili i powiedziałem K, że dlaczego ogląda buty, przecież mama mu co miesiąc kupuje, 200 PLN za parę. Tak pisze w pismach do sądu. K był lekko zszokowany :-/