Krótko, bo z czasem u mnie słabo.

Pewnego dnia odwożę M a eks pyta mnie czy za dwa tygodnie zamiast w sobotę jak mam w „rozkładzie jazdy” (nazwa moja) wziąłbym M w niedzielę. Nie zastanawiałem się o co kaman, spoko, zgodziłem się, co za różnica.

Dzień później robiąc z M zakupy spotykam kumpla (chrzestnego K) w sklepie. Wymiana zdań, okazuje się, że został zaproszony na 18 urodziny K. Ja oczywiście nic o tym nie wiem! Spoko, skojarzam fakty – w sobotę nie mam widzieć się z M bo eks organizuje urodziny K. Dziwne to bo do faktycznych urodzin K duuuuuużo czasu. Czemu tak szybko?

Tego samego dnia odwożę M do domu i bęc – eks mnie pyta „czy chcę być na urodzinach K dla rodziny”. Równie dobrze mogłaby zapytać, czy oddychanie dobrze wpływa na moje zdrowie :-) Oczywiście chcę i mam głęboko gdzieś, że jej to jest nie na rękę.

Dwa dni później rozmawiam o tym z K, okazuje się, że on za bardzo nie „uczestniczy” w organizacji urodzin dla rodziny, zostaje po prostu postawiony przed faktem – takiego a takiego dnia, w tym miejscu i już.

S z ciekawości rozeznałem sytuację w lokalu, w którym odbędą się urodziny. Nie ma problemu, terminy są wolne każdego dnia, można rezerwować, w dniu urodzin K również spoko. Jedyna teoria jaka mi przychodzi do głowy to konieczność zorganizowania urodzin przed drugą rozprawą o kasę, bo ta odbędzie się na początku listopada. Nie bardzo na chwilę obecną umiem logicznie to wyjaśnić, ale z drugiej strony od kiedy eks kieruje się logiką?

BTW – babcia ze strony eks została zaproszona. Babcia z mojej strony już nie…