Jak już pisałem, sąd na poprzedniej rozprawie pouczył eks, że na dzisiejszą rozprawę ma przygotować dowody. Bo to co do tej pory przedstawiła niespecjalnie jako dowód może służyć.

No i dziś sędzina pyta, „czy powódka ma coś do dodania, jakieś dokumenty, dowody”.

„Niestety nie mam, bo jak mówiłam, byłam ograniczana w każdej kwestii i byłam ofiarą przemocy domowej”. Mantra jakaś, zwrot klucz „byłam ofiarą przemocy domowej”. I jeszcze, że „jak mu oddałam pieniądze to sobie kupił nowszy samochód a tak narzeka na sytuację finansową”.

Mnie również sędzina zapytała czy mam – no nie miałem, bo niby co? Jedyne co dodałem, to że jak dwa lata temu musiałem przez brak pieniędzy sprzedać samochód to jakoś nie piszczałem w sądzie z tego powodu. Później sobie pomyślałem, że mogłem wypunktować eks, że mimo rozwodu ciągle wtyka nos w nie swój portfel, co jej do tego co robię z pieniędzmi.

Wskutek braku sensownych argumentów rozprawę (w sumie odczyt wyroku) odroczono o kolejne 2 tygodnie.