tsblog

Perypetie domowe

Wpisy, których autorem jest ts_blog1

Przedwczoraj e-mail od eks „chcę zrobić M paszport, podjedziesz do urzędu ze mną?”.

Pierwsza myśl – chce wyjechać? Na chwilę czy na stałe? Ale po chwili pomyślałem, że w razie wyjazdu na stałe i tak W TEORII powinna spytać o zgodę. Jak wiemy w naszym kraju teoria swoje a życie swoje. Mamy (a czasem i ojcowie) dokonują „porwania rodzicielskiego” i szukaj wiatru w polu.

No ale z drugiej strony co, jak będzie chciała wyjechać to zabronię? No przecież nie…

OK, spiknąłem się przy okazji z K, wsiedliśmy na rowery i pojechaliśmy do urzędu. Podpisałem wniosek, eks mnie zaskoczyła, bo dała mi zdjęcia M i K, takie do paszportu :-)

Jak chce to potrafi, nawet jakieś dwa zdania zamieniliśmy.

Przykro mi się tylko zrobiło gdy M zapytał „tatuś, a przyjedziesz do mnie? Pokażę ci kotka”. I co mam mu powiedzieć? Że chciałbym, ale nie mogę?

Właśnie dostałem dwa listy.

Pierwszy to uwagi obrońcy węzła małżeńskiego, sprawa dotyczy próby unieważnienia ślubu kościelnego. Ogólnie te uwagi to w 90% streszczenie zeznań naszych i świadków. Hmmm, była teściowa albo rżnie głupa, albo córunia nie przyznała się do zdrad, bo „córka nie zdradzała męża a rozwód odbył się bez orzekania o winie”. Tia….
Dowiedziałem się również, że wg eks moja mama nie miała z moim tatą ślubu kościelnego. Tia…

I najlepsze – wg eks byłem agresywny, kłótliwy i brutalny, ogólnie lałem ją ile wlezie przy pierwszej lepszej okazji, chlałem wódę i takie tam inne pierdoły.

Przeczytałem te uwagi S. Niezły ubaw.

Na końcu pisma – „nie zgromadzono przekonywujących dowodów umożliwiających osiągnięcie pewności co do nieważności małżeństwa”.

Drugi list to wezwanie na rozprawę w temacie rzekomego długu u K. Do listu dołączone zobowiązanie eks przez Sąd do odniesienia się do uwag, które dołączyłem do akt. Czekam z niecierpliwością, jak wybrnie z kłamstw.

4 komentarzy

Dzisiaj złożyłem odpowiedź w sądzie na pozew niby w imieniu K, jaki wystosowała eks o kasę jaką niby jestem mu winien.

 

Z jednej strony czuję się trochę winny za to, że K nie ma pieniędzy, które kiedyś mu odkładaliśmy.

Z drugiej strony – żeby nie zwalanie na mnie wszystkich opłat i kredytów przez eks, pewnie jeszcze te pieniądze K by miał.

A tak to się po prostu rozeszły. Przejrzałem historię wpłat/wypłat i już wiem na co poszły. I to nie były bynajmniej potrzeby moje czy K. Owszem, też (remont mieszkania), ale też w bardzo dużej części poszło też na potrzeby eks, czy jej rodziny.

 

W odpowiedzi na pozew nie pisałem na co konkretnie (nie chcę prać brudów), ale jak przyjdzie co do czego i nie będę miał wyjścia to wywalę na rozprawie co i jak.

Na razie nie chce mi się o tym myśleć. Wakacje za pasem, K ma średnią niemal 4,9 (także dzięki mnie, jupiii), M jest dobrym brzdącem, mam nowego czterołapego członka rodziny, związek z S jest spełnieniem marzeń, czego chcieć więcej?

Witajcie, witajcie.

Do niedawna eks spotykała się z jakimś facetem, na potrzeby tego wpisu nazwijmy go Karolek. Wywalone, jedyne co mnie interesowało, to czy jest spoko dla chłopaków, K mówił że spoko. No to spoko.

Niedawno M się jednak wygadał, jak to małe dziecko, że „Karolek już nie przychodzi, mama nie lubi już Karolka”. Oho, myślę, znaczy znowu energia eks pójdzie nie w tę stronę, w którą bym chciał.

No i bęc – awizo. Otwieram – informacja z sądu, że postanawia zwolnić ją, będącą przedstawicielką K, z opłat z tytułu wniosku o zwrot kasy.

Czyli w imieniu K pozwała mnie o rzekome 30000 jakie niby zakosiłem synowi. Spytałem K czy coś wie. Oczywiście nie wie.

Ponadto byłem dziś na „badaniu” u psychologa z okazji wniosku eks o unieważnienie małżeństwa. Dostałem kwestionariusz z ponad 500 pytań.

Pytam jaki sens ma ten kwestionariusz, skoro mówimy o wydarzeniach, które działy się 18 lat temu a ludzie się zmieniają, czasem na plus czasem na minus. No i dostałem odpowiedź, że „niektóre cechy się nie zmieniają”. Trudno mi uwierzyć w sens i podłoże takiego testu…

A poza tym tęsknię za sierściuchem :-(

Odszedł przyjaciel.

7 komentarzy

Dawno nie pisałem…

 

Dziś niestety dzielę się ze światem przykrą wiadomością.

Wczoraj pożegnałem najwierniejszego przyjaciela, mojego psa.

Psina nie była stara, miała ledwie 13 lat. Zaczęła mieć problem z zębami, weterynarz przeprowadził zabieg, niestety – utrata krwi, szok i słabe serduszko nie udźwignęło tego ciężaru. Reanimacja nie pomogła, odeszła na moich rękach.

 

Ciągle jestem w szoku, ciągle patrzę na miski, puste legowisko, smycz. Rano pierwsze co to odruch wyprowadzenia psa na spacer.

 

Śpij słodko, psiaku.

Witajcie w Nowym Roku :-)

Dla mnie zaczął się od mocnego uderzenia, jeśli będzie jak u Hitchcocka, że najpierw trzęsienie ziemi a potem napięcie rośnie to będzie wesoło :-)

W zeszłym tygodniu dostałem awizo, polecony. Jak już wiecie, polecone do mnie nie wróżą w 90% nic dobrego.

Poszedłem na pocztę, odbieram, nadawca: eks. Noooo, jak już pisze do mnie poleconym zamiast zwyczajowo e-mailem to myślę sobie – będzie grubo.

No i jest. Znów ma omamy i twierdzi, że w czasie małżeństwa odkładaliśmy (z naciskiem na „my”) pieniądze na wspólnym koncie dla K. I uzbierało się tego całe 30000 PLN. Cyfra jest oderwana od realiów, ale dziwnym zbiegiem okoliczności pokrywa się z tym co mi była winna z tytułu podziału majątku. Przypadek?

I mam tę kwotę jej przelać w ciągu 7 dni bo jak nie to „sprawa zostanie przekazana do sądu, co spowoduje powiększenie kosztów”. No raczej nie moich.

Oczywiście gdzieś jej dzwoni, ale nie w tym kościele co trzeba. W ogóle takiego roszczenia nie może wysuwać, ale jeśli już przyjąć, że może to:

a. Nie ona odkładała;

b. Nie było tego 30000 tylko kilkukrotnie mniej;

c. To co nawet było zostało przez nas oboje spożytkowane na wspólne życiowe cele, głównie na JEJ kurs zawodowy…

Nawet jeśli coś było na tym podkoncie to konto te zostało zlikwidowane za czasów wspólnoty majątkowej. Więc teraz, niemal rok po podziale majątku domaganie się zwrotu czegokolwiek powoduje u mnie grymas śmiechu. Choć nie ukrywam, że trochę też stresu, różne historie się o wyrokach sądowych słyszało ;-)

I nawiązując do tytułu wpisu – mam kilka zaufanych osób, z którymi się dzielę „odpałami” eks małżonki i reakcje zawarte w tytule są tymi bardziej nadającymi się do zacytowania… Większość się niezbyt nadawała z powodu sporego zagęszczenia niepochlebnych opinii na temat eks ubranymi w mało parlamentarne słowa :-)

Jak pisałem – dostałem „wyliczenie” z sądu ile mam zapłacić ja i ile eks. Po równo. I niemało.

Wyliczenie mało czytelne, jak to pisma z sądu. Ale coś mi nie pasowało, więc przysiadłem z kalkulatorem i zacząłem liczyć.

I wyszło mi, że sąd nie wziął pod uwagę zaliczki jaką wpłaciłem na poczet opinii rzeczoznawcy. Zacząłem się wczytywać, już zacząłem pisać zażalenie na wyliczenie, ale jednak w końcu się doczytałem.

Mianowicie sąd w ostatecznym wyroku postanowił, że do podziału są NIEUISZCZONE koszty. Czyli to co poniosłem w trakcie postępowania to wyłącznie moje zmartwienie. Czyli wychodzi, że za rzeczoznawcę eks zapłaciła X a ja o 400 PLN więcej (bo taka była zaliczka na niego).

I nic się nie da zrobić, bo postanowienie jest prawomocne i po zawodach.

 

Zwracajcie uwagę co Wam sąd orzeka! Jedno słowo a ile zmienia.

Od razu piszę – piekło zamarzło bo na 100% nie miało innego wyjścia.

O cóż chodzi? Ano 2 tygodnie temu eks napisała e-maila, że M chory, więc nie zobaczę się z nim przez jakiś czas. OK, zrozumiałe, i tak jestem pozytywnie zaskoczony, że choruje tak rzadko, wiecie jak jest w przedszkolach.

A tu nagle e-mail z pytaniem, czy nie mógłbym na jeden dzień wziąć go do siebie, bo ona nie może się z pracy zwolnić i nie ma z kim zostawić. Pierwsza myśl byłą taka, że sorry, radź sobie kobieto. Ja już urlopu nie mam na ten rok, pracy przed końcem roku masa, do zamknięcia ważny projekt i nawet jeden dzień, który wypada z kalendarza jest dużym problemem. Ale jednak pogadałem w pracy, poprosiłem w pracy o wolne, do odrobienia i OK, dało się :-)

Stawiam, że nie miała z nikim innym zostawić M, może się mylę, ale raczej nie.

 

A „prezent”? Ano dostałem z sądu pismo, że mam uiścić całkiem sporą sumę tytułem uregulowania kosztów sprawy sądowej o podział majątku. Drugie tyle ma uregulować eks. Najbardziej mnie wk…wia to, że tych kosztów by nie było, gdyby eks się od razu zgodziła na wycenę a nie upierała przy rzeczoznawcy. Szlag by trafił.

Przydał się!

Brak komentarzy

Ha, kiedyś chyba ktoś pytał – po co ten blog. Zresztą – sam siebie czasem pytałem :-)

I okazało się, że się przydał. Kolega ma problem i chciał się dopytać o mediacje – jak to było, kto i jak decydował o nich i tak dalej.
I żeby nie ten blog, to bym nie pamiętał :-)
Pomogłem dzięki blogowi :-D


  • RSS