tsblog

Perypetie domowe

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

Nie, spokojnie, nic się w życiu nie zmieniło, na szczęście.

Ale niestety rozstaję się z Wami. Onet, właściciel bloga, ogłosił zamknięcie tej platformy z końcem stycznia.

Może to i dobrze, życie mi się wyprostowało, nie będę Was zadręczał :-P

Na razie się nie żegnam, jest jeszcze czas.

Dziś była rozprawa numer trzy a w zasadzie ogłoszenie wyroku. O mały włos bym się nie pojawił, ale o tym później.

Eks się nie stawiła. Sędzina odczytała wyrok – oddala pozew. Oczywiście domniemam, że skoro eks się nie stawiła to zawnioskuje o pisemne uzasadnienie i wówczas się może odwoła od wyroku. Niemniej jest jak powinno być.

A dlaczego ja bym się nie stawił?  Cały czas miałem w głowie, że rozprawa jest 22-go. Dziś wychodząc do pracy, już będąc na korytarzu, zatrzymałem się bo coś mnie tknęło. Wróciłem do domu, otworzyłem segregator a tam… 21 listopada. Niezły przypał ;-)

Dorosłość :-)

3 komentarzy

Ledwo się urodził dopiero co, a już ma 18 lat.

Tak, K właśnie obszedł 18-te urodziny… Kiedy przeleciało tyle lat to nie wiem, a wiadomość, że kolejne tyle przeleci jeszcze szybciej jest hmmm, dość przytłaczająca.

Dzień swoich urodzin K spędził ze mną i myślę, że to czego zaznał tego dnia bardzo mu się podobało. Było kilka niespodzianek, myślę nawet teraz, że trochę przesadziłem ;-)

Było „wystrzałowo” i to dosłownie :-) K miał okazję robić coś co od dawna go interesuje :-) Na co dzień może tylko teorię poznać, tego dnia poznał praktykę.

Był tort (dopiero później zauważyłem, że na urodzinach zorganizowanych przez eks zabrakło tortu!), odśpiewane przeze mnie i S „sto lat” itd.

Jeszcze raz – STO LAT synku!

Jak już pisałem, sąd na poprzedniej rozprawie pouczył eks, że na dzisiejszą rozprawę ma przygotować dowody. Bo to co do tej pory przedstawiła niespecjalnie jako dowód może służyć.

No i dziś sędzina pyta, „czy powódka ma coś do dodania, jakieś dokumenty, dowody”.

„Niestety nie mam, bo jak mówiłam, byłam ograniczana w każdej kwestii i byłam ofiarą przemocy domowej”. Mantra jakaś, zwrot klucz „byłam ofiarą przemocy domowej”. I jeszcze, że „jak mu oddałam pieniądze to sobie kupił nowszy samochód a tak narzeka na sytuację finansową”.

Mnie również sędzina zapytała czy mam – no nie miałem, bo niby co? Jedyne co dodałem, to że jak dwa lata temu musiałem przez brak pieniędzy sprzedać samochód to jakoś nie piszczałem w sądzie z tego powodu. Później sobie pomyślałem, że mogłem wypunktować eks, że mimo rozwodu ciągle wtyka nos w nie swój portfel, co jej do tego co robię z pieniędzmi.

Wskutek braku sensownych argumentów rozprawę (w sumie odczyt wyroku) odroczono o kolejne 2 tygodnie.

Jak wiadomo, Helloween polega na straszeniu no to się wystraszyłem. Bo znalazłem awizo w skrzynce. I co gorsza – do odebrania dopiero za dwa dni, bo święto.

A jak wiecie – nic mnie tak nie przeraża jak awizo gdy nie spodziewam się żadnej przesyłki.

Wczoraj odebrałem. Ufff, tylko z sądu diecezjalnego.

Całe 13 stron maszynopisu, z czego istotna jest tak naprawdę ostatnia strona a w zasadzie jedno zdanie w nim, mówiące mniej więcej, że małżeństwo kościelne uznaje się za obowiązujące bo brak jest podstaw do unieważnienia. Czyli dokładnie to czego się spodziewałem, szkoda tylko, że to napsuło nerwów paru ludziom, bo nie wierzę, że świadkowie ze strony eks czuli się komfortowo… Ja też się nie czułem.

Eks przysługuje 15 dni na odwołanie, ciekawy jestem, czy będzie to ciągnąć dalej.

Oficjalne urodziny K.

3 komentarzy

Trochę się powtórzę, bo już wspominałem o urodzinach K.

Dwa tygodnie temu odwoziłem M do domu jak zwykle. Niezwykłe było to, że odebrała go eks.

Zapytała czy chciałbym być na 18-tych urodzinach K. Heloł? A czy chciałbym się jutro obudzić? A czy chciałbym być zdrowy? A czy chciałbym trafić szóstkę w lotto? No pewnie, że bym chciał.

Dziwny był jedynie termin, jakoś tak miesiąc przed faktycznymi urodzinami. Na pewno nie jest to kwestia wolnych terminów w restauracji (tak, eks wyprawia urodziny w restauracji). Ale nie chcę snuć teorii spiskowych… Na szczęście cały obiad przebiegł w miłej atmosferze. A największą radochę robił mi M bo ciągle przybiegał do mnie albo mnie wołał, np. że chce do WC :-)

Oczywiście nie zostałem zaproszony z S, oczywiście moja mama (czyli babcia K) nie została zaproszona. Było mi z tego powodu podwójnie przykro, bo zaproszeni byli goście różnych koligacji włącznie z ich dziećmi a nawet partnerami dzieci. Widać eks babci z „mojej” strony nie traktuje jak babci. A K wydaje się trochę zastraszony i postawiony przed faktem „tej babci nie będzie”.

Zastanawiam się nad poważną rozmową zarówno z K jak i moją mamą. K uświadomię, że ma swoje lata i powinien mieć swoje zdanie. A z mamą pogadam, że absolutnie żadnych prezentów dla K. Nie chcę, żeby to tak działało, że on nie „uznaje” babci pod wpływem eks, a ona będzie mu robić prezenty. Nie wiem, co sądzicie? K owszem odwiedza babcię, ale tylko i wyłącznie jak ja go zabiorę. Sam jej nie odwiedzi, bo wiem jak eks reaguje na te wizyty.

Trudne decyzje przede mną, ale chyba pora aby K zaczął myśleć i działać samodzielnie.

Łooooo……..

1 komentarz

Krótko, bo z czasem u mnie słabo.

Pewnego dnia odwożę M a eks pyta mnie czy za dwa tygodnie zamiast w sobotę jak mam w „rozkładzie jazdy” (nazwa moja) wziąłbym M w niedzielę. Nie zastanawiałem się o co kaman, spoko, zgodziłem się, co za różnica.

Dzień później robiąc z M zakupy spotykam kumpla (chrzestnego K) w sklepie. Wymiana zdań, okazuje się, że został zaproszony na 18 urodziny K. Ja oczywiście nic o tym nie wiem! Spoko, skojarzam fakty – w sobotę nie mam widzieć się z M bo eks organizuje urodziny K. Dziwne to bo do faktycznych urodzin K duuuuuużo czasu. Czemu tak szybko?

Tego samego dnia odwożę M do domu i bęc – eks mnie pyta „czy chcę być na urodzinach K dla rodziny”. Równie dobrze mogłaby zapytać, czy oddychanie dobrze wpływa na moje zdrowie :-) Oczywiście chcę i mam głęboko gdzieś, że jej to jest nie na rękę.

Dwa dni później rozmawiam o tym z K, okazuje się, że on za bardzo nie „uczestniczy” w organizacji urodzin dla rodziny, zostaje po prostu postawiony przed faktem – takiego a takiego dnia, w tym miejscu i już.

S z ciekawości rozeznałem sytuację w lokalu, w którym odbędą się urodziny. Nie ma problemu, terminy są wolne każdego dnia, można rezerwować, w dniu urodzin K również spoko. Jedyna teoria jaka mi przychodzi do głowy to konieczność zorganizowania urodzin przed drugą rozprawą o kasę, bo ta odbędzie się na początku listopada. Nie bardzo na chwilę obecną umiem logicznie to wyjaśnić, ale z drugiej strony od kiedy eks kieruje się logiką?

BTW – babcia ze strony eks została zaproszona. Babcia z mojej strony już nie…

Właśnie wróciłem z rozprawy o rzekomy dług u K.

Tradycyjnie było „proszę powiedzieć czy za oknem świeci słońce”, a w odpowiedzi „bo wysoki sądzie ja byłam przez byłego męża źle traktowana…”.

„Umie pani odpowiedzieć na pytanie?” „Tak wysoki sądzie, świeci słońce, ale ja chodziłam na grupę wsparcia”. Itd.

I znów wyssane z palca kwoty, rzekomy brak dostępu do konta, podobno wypłaciłem wszystkie pieniądze z konta a ona nie miała za co żyć, nie wiedziała, że zamykam konto, że biorę kredyt na remont (który sama podpisała), i tak dalej i tak dalej…

Wnioskowana kwota to „ugodowo” 30000 bo jak policzyć wszystkie wpłaty to „będzie tak ze 45000″.

Sąd pouczył ją, że to na niej spoczywa udowodnienie tych kwot i odroczył sprawę do listopada. Ma czas na udowadnianie.

Niedawno odprowadzałem M i o dziwo zamiast K wyszła po niego eks.

Oczywiście nie bez powodu, okazało się, że ma potrzebę… Gdzieś niby wyjeżdża, K też a ona nie ma z kim zostawić na weekend M. No i czy ja bym go nie wziął i uśmiech i te sprawy, milutko, grzeczniutko.

Co mam nie wziąć, pewnie, że wezmę. To będzie pierwsza noc M u taty!

Przy okazji M się wyklepał, że mama znów spotyka się z „Karolkiem” jak to go kiedyś nazwałem tutaj. I dobrze, lepiej jeden niż co chwilę inny.

Z innej beczki – jako, że za dwa tygodnie rozprawa o rzekomy dług, jaki mam u K – podjechałem do sądu i spojrzałem w akta, bo przecież eks miała się ustosunkować do tego co zawarłem w aktach. Nooo, ustosunkowała się.

Że nie wiedziała, że założyłem K konto. Że nie wie, jaki mam do niego dostęp (a mam taki, że znam numer i mogę przelać kasę, co zresztą robię. I nic więcej nie mogę). Że za granicę (Majorka, te sprawy…) jeździliśmy za „urlopowe” z pracy (moje 500 i jej 500 i niby wystarczyło na Majorkę, hue hue). Że ja ją obrażam i nie szanuję w pismach do sądu. Itd. itp, już nawet nie pamiętam, ale lista była długa, zanotowałem sobie i do segregatora :-)

W weekend wybraliśmy się do większego miasta, między innymi na zakupy, S musiała sobie coś kupić niedostępnego u nas. Był z nami K. Chodziliśmy też po sklepach z ciuchami, K oglądał buty. Nie mogłem sobie odmówić wbicia eks szpili i powiedziałem K, że dlaczego ogląda buty, przecież mama mu co miesiąc kupuje, 200 PLN za parę. Tak pisze w pismach do sądu. K był lekko zszokowany :-/

Zawsze patrzę z zazdrością na ludzi, którym po prostu w życiu nie wyszło, albo z czasem ich potrzeby okazały się zupełnie inne, ale mimo tego, że się rozeszli potrafią oddzielić swoje problemy między sobą od tego, że istnieje wspólny mianownik – dzieci.

W te wakacje lekko poczułem, że ten mianownik w moim przypadku istnieje i zawiązała się nić porozumienia. Wiem – to złudne uczucie i za jakiś czas eks znów mi spróbuje dopieprzyć, ale to jej problem, nie mój.

Ja wiem, że po 3 tygodniach niewidzenia M z powodu urlopów ten mały szkrab (choć już nie taki mały!) uściskał mnie z całej siły i wyszeptał do ucha „tęskniłem za tobą tatuś”. I to jest coś co rozrywa w każdym centymetrze moje serducho.

Co więcej – córka S, dorosła już panna, którą znam w sumie 2 lata! – wyjechała na wakacje do rodziny w połączeniu z dorobieniem paru groszy. I pisze mi przed powrotem, że tęskni. Ale nie pisze, że tęskni do mamy, ale tęskni do „nas”. „NAS”. My. Nie wiem, czy kiedykolwiek „my” zrobiło mi większą radość.

Z K i M mam bardzo fajny kontakt. W sumie chyba nawet kiedyś pisałem – nie wiem czy byłby lepszy jakbyśmy dalej z eks byli razem. Teraz jest inaczej. Lepiej.

W ubiegłym tygodniu wyjechaliśmy razem do odległego o 200km miasta na plenerową imprezę. Ja i S już byliśmy 2 lata temu na niej, teraz udało się namówić K i dostać zgodę eks na zabranie M. Mimo, że miałem obawy co do pogody i czasu (impreza po zmroku ze względu na kluczową rolę światła w tym wydarzeniu) to M był wniebowzięty. Myślałem, że będzie marudny i zmęczony ale nawet po zakończeniu był pełen energii i padł dopiero w samochodzie.

Czasem jak zostaję sam mam różne przemyślenia. O przemijającym czasie, o tym jak splatają się losy ludzi, którzy w teorii nie pasują do siebie i o tym jak daleko od siebie są ludzie pozornie idealnie do siebie przypisani. Mam wielu znajomych. Część z nich to świetne pary, które mimo upływu lat dalej patrzą na siebie z ogniem w oczach i w tym ogniu jest prawda. Są też tacy, którzy z boku wyglądają na superzgodne pary lub małżeństwa, ale prawda jest zupełnie inna.

Jak patrzę tak na chłodno, z boku i perspektywy czasu, moje byłe małżeństwo nie było ani takie ani takie. Nie było widać prawdziwego ognia w oczach ale też nie było widać żebyśmy byli specjalnie zgodni…

Dziś za to mogę powiedzieć – S jest kimś, kogo życzę każdemu facetowi (no dobra, lesbijkom też :-P)

Dogadujemy się w każdym temacie, czasem nawet bez słów. Często też ja zaczynam zdanie a ona kończy. Albo na odwrót. Mogę powiedzieć, że podoba mi się np. Jennifer Lopez a ona mi, że kręci ją Keanu Reeves. I nie ma najmniejszego problemu. Nie ma też tematów tabu, rozmawiamy o tym co nas trapi, co nas kręci, co odrzuca, co podnieca, co denerwuje a co cieszy. Mamy podobne zainteresowania i podobny tok myślenia. Uwierzycie, że w ciągu ponad dwóch lat razem ani razu nie mieliśmy żadnej kłótni czy jakiegoś focha? Poza takim udawanym oczywiście, dla żartu :-D

Oglądamy filmy wszelkiej maści – przy okazji polecam film „Kiki i sekrety seksu”. Bardzo ciekawy i poniekąd frywolny film, ostatecznie jednak mówiący o tym jak pary mimo różnic i dziwactw łóżkowych między sobą potrafią się porozumieć. Poleciłem film mojemu koledze w skrócie streszczając o co w nim chodzi i usłyszałem „a to nie, to nie jest film do oglądania z moją żoną”. Pomyślałem sobie wówczas, jakie mam szczęście, że z S mogę obejrzeć wszystko. Dosłownie. I możemy to skrytykować, docenić, obśmiać, zachwycić się – po prostu wyrazić swoje zdanie i każde z nas uszanuje to co mówi drugie. Nic nie ma na siłę, bo druga strona powie „bez sensu”.

Dziś mam wszystko z sensem.

Czego i Wam życzę na koniec wakacji :-)


  • RSS