tsblog

Perypetie domowe

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

Właśnie wróciłem z rozprawy o rzekomy dług u K.

Tradycyjnie było „proszę powiedzieć czy za oknem świeci słońce”, a w odpowiedzi „bo wysoki sądzie ja byłam przez byłego męża źle traktowana…”.

„Umie pani odpowiedzieć na pytanie?” „Tak wysoki sądzie, świeci słońce, ale ja chodziłam na grupę wsparcia”. Itd.

I znów wyssane z palca kwoty, rzekomy brak dostępu do konta, podobno wypłaciłem wszystkie pieniądze z konta a ona nie miała za co żyć, nie wiedziała, że zamykam konto, że biorę kredyt na remont (który sama podpisała), i tak dalej i tak dalej…

Wnioskowana kwota to „ugodowo” 30000 bo jak policzyć wszystkie wpłaty to „będzie tak ze 45000″.

Sąd pouczył ją, że to na niej spoczywa udowodnienie tych kwot i odroczył sprawę do listopada. Ma czas na udowadnianie.

Niedawno odprowadzałem M i o dziwo zamiast K wyszła po niego eks.

Oczywiście nie bez powodu, okazało się, że ma potrzebę… Gdzieś niby wyjeżdża, K też a ona nie ma z kim zostawić na weekend M. No i czy ja bym go nie wziął i uśmiech i te sprawy, milutko, grzeczniutko.

Co mam nie wziąć, pewnie, że wezmę. To będzie pierwsza noc M u taty!

Przy okazji M się wyklepał, że mama znów spotyka się z „Karolkiem” jak to go kiedyś nazwałem tutaj. I dobrze, lepiej jeden niż co chwilę inny.

Z innej beczki – jako, że za dwa tygodnie rozprawa o rzekomy dług, jaki mam u K – podjechałem do sądu i spojrzałem w akta, bo przecież eks miała się ustosunkować do tego co zawarłem w aktach. Nooo, ustosunkowała się.

Że nie wiedziała, że założyłem K konto. Że nie wie, jaki mam do niego dostęp (a mam taki, że znam numer i mogę przelać kasę, co zresztą robię. I nic więcej nie mogę). Że za granicę (Majorka, te sprawy…) jeździliśmy za „urlopowe” z pracy (moje 500 i jej 500 i niby wystarczyło na Majorkę, hue hue). Że ja ją obrażam i nie szanuję w pismach do sądu. Itd. itp, już nawet nie pamiętam, ale lista była długa, zanotowałem sobie i do segregatora :-)

W weekend wybraliśmy się do większego miasta, między innymi na zakupy, S musiała sobie coś kupić niedostępnego u nas. Był z nami K. Chodziliśmy też po sklepach z ciuchami, K oglądał buty. Nie mogłem sobie odmówić wbicia eks szpili i powiedziałem K, że dlaczego ogląda buty, przecież mama mu co miesiąc kupuje, 200 PLN za parę. Tak pisze w pismach do sądu. K był lekko zszokowany :-/

Zawsze patrzę z zazdrością na ludzi, którym po prostu w życiu nie wyszło, albo z czasem ich potrzeby okazały się zupełnie inne, ale mimo tego, że się rozeszli potrafią oddzielić swoje problemy między sobą od tego, że istnieje wspólny mianownik – dzieci.

W te wakacje lekko poczułem, że ten mianownik w moim przypadku istnieje i zawiązała się nić porozumienia. Wiem – to złudne uczucie i za jakiś czas eks znów mi spróbuje dopieprzyć, ale to jej problem, nie mój.

Ja wiem, że po 3 tygodniach niewidzenia M z powodu urlopów ten mały szkrab (choć już nie taki mały!) uściskał mnie z całej siły i wyszeptał do ucha „tęskniłem za tobą tatuś”. I to jest coś co rozrywa w każdym centymetrze moje serducho.

Co więcej – córka S, dorosła już panna, którą znam w sumie 2 lata! – wyjechała na wakacje do rodziny w połączeniu z dorobieniem paru groszy. I pisze mi przed powrotem, że tęskni. Ale nie pisze, że tęskni do mamy, ale tęskni do „nas”. „NAS”. My. Nie wiem, czy kiedykolwiek „my” zrobiło mi większą radość.

Z K i M mam bardzo fajny kontakt. W sumie chyba nawet kiedyś pisałem – nie wiem czy byłby lepszy jakbyśmy dalej z eks byli razem. Teraz jest inaczej. Lepiej.

W ubiegłym tygodniu wyjechaliśmy razem do odległego o 200km miasta na plenerową imprezę. Ja i S już byliśmy 2 lata temu na niej, teraz udało się namówić K i dostać zgodę eks na zabranie M. Mimo, że miałem obawy co do pogody i czasu (impreza po zmroku ze względu na kluczową rolę światła w tym wydarzeniu) to M był wniebowzięty. Myślałem, że będzie marudny i zmęczony ale nawet po zakończeniu był pełen energii i padł dopiero w samochodzie.

Czasem jak zostaję sam mam różne przemyślenia. O przemijającym czasie, o tym jak splatają się losy ludzi, którzy w teorii nie pasują do siebie i o tym jak daleko od siebie są ludzie pozornie idealnie do siebie przypisani. Mam wielu znajomych. Część z nich to świetne pary, które mimo upływu lat dalej patrzą na siebie z ogniem w oczach i w tym ogniu jest prawda. Są też tacy, którzy z boku wyglądają na superzgodne pary lub małżeństwa, ale prawda jest zupełnie inna.

Jak patrzę tak na chłodno, z boku i perspektywy czasu, moje byłe małżeństwo nie było ani takie ani takie. Nie było widać prawdziwego ognia w oczach ale też nie było widać żebyśmy byli specjalnie zgodni…

Dziś za to mogę powiedzieć – S jest kimś, kogo życzę każdemu facetowi (no dobra, lesbijkom też :-P)

Dogadujemy się w każdym temacie, czasem nawet bez słów. Często też ja zaczynam zdanie a ona kończy. Albo na odwrót. Mogę powiedzieć, że podoba mi się np. Jennifer Lopez a ona mi, że kręci ją Keanu Reeves. I nie ma najmniejszego problemu. Nie ma też tematów tabu, rozmawiamy o tym co nas trapi, co nas kręci, co odrzuca, co podnieca, co denerwuje a co cieszy. Mamy podobne zainteresowania i podobny tok myślenia. Uwierzycie, że w ciągu ponad dwóch lat razem ani razu nie mieliśmy żadnej kłótni czy jakiegoś focha? Poza takim udawanym oczywiście, dla żartu :-D

Oglądamy filmy wszelkiej maści – przy okazji polecam film „Kiki i sekrety seksu”. Bardzo ciekawy i poniekąd frywolny film, ostatecznie jednak mówiący o tym jak pary mimo różnic i dziwactw łóżkowych między sobą potrafią się porozumieć. Poleciłem film mojemu koledze w skrócie streszczając o co w nim chodzi i usłyszałem „a to nie, to nie jest film do oglądania z moją żoną”. Pomyślałem sobie wówczas, jakie mam szczęście, że z S mogę obejrzeć wszystko. Dosłownie. I możemy to skrytykować, docenić, obśmiać, zachwycić się – po prostu wyrazić swoje zdanie i każde z nas uszanuje to co mówi drugie. Nic nie ma na siłę, bo druga strona powie „bez sensu”.

Dziś mam wszystko z sensem.

Czego i Wam życzę na koniec wakacji :-)

Przedwczoraj e-mail od eks „chcę zrobić M paszport, podjedziesz do urzędu ze mną?”.

Pierwsza myśl – chce wyjechać? Na chwilę czy na stałe? Ale po chwili pomyślałem, że w razie wyjazdu na stałe i tak W TEORII powinna spytać o zgodę. Jak wiemy w naszym kraju teoria swoje a życie swoje. Mamy (a czasem i ojcowie) dokonują „porwania rodzicielskiego” i szukaj wiatru w polu.

No ale z drugiej strony co, jak będzie chciała wyjechać to zabronię? No przecież nie…

OK, spiknąłem się przy okazji z K, wsiedliśmy na rowery i pojechaliśmy do urzędu. Podpisałem wniosek, eks mnie zaskoczyła, bo dała mi zdjęcia M i K, takie do paszportu :-)

Jak chce to potrafi, nawet jakieś dwa zdania zamieniliśmy.

Przykro mi się tylko zrobiło gdy M zapytał „tatuś, a przyjedziesz do mnie? Pokażę ci kotka”. I co mam mu powiedzieć? Że chciałbym, ale nie mogę?

Właśnie dostałem dwa listy.

Pierwszy to uwagi obrońcy węzła małżeńskiego, sprawa dotyczy próby unieważnienia ślubu kościelnego. Ogólnie te uwagi to w 90% streszczenie zeznań naszych i świadków. Hmmm, była teściowa albo rżnie głupa, albo córunia nie przyznała się do zdrad, bo „córka nie zdradzała męża a rozwód odbył się bez orzekania o winie”. Tia….
Dowiedziałem się również, że wg eks moja mama nie miała z moim tatą ślubu kościelnego. Tia…

I najlepsze – wg eks byłem agresywny, kłótliwy i brutalny, ogólnie lałem ją ile wlezie przy pierwszej lepszej okazji, chlałem wódę i takie tam inne pierdoły.

Przeczytałem te uwagi S. Niezły ubaw.

Na końcu pisma – „nie zgromadzono przekonywujących dowodów umożliwiających osiągnięcie pewności co do nieważności małżeństwa”.

Drugi list to wezwanie na rozprawę w temacie rzekomego długu u K. Do listu dołączone zobowiązanie eks przez Sąd do odniesienia się do uwag, które dołączyłem do akt. Czekam z niecierpliwością, jak wybrnie z kłamstw.

4 komentarzy

Dzisiaj złożyłem odpowiedź w sądzie na pozew niby w imieniu K, jaki wystosowała eks o kasę jaką niby jestem mu winien.

 

Z jednej strony czuję się trochę winny za to, że K nie ma pieniędzy, które kiedyś mu odkładaliśmy.

Z drugiej strony – żeby nie zwalanie na mnie wszystkich opłat i kredytów przez eks, pewnie jeszcze te pieniądze K by miał.

A tak to się po prostu rozeszły. Przejrzałem historię wpłat/wypłat i już wiem na co poszły. I to nie były bynajmniej potrzeby moje czy K. Owszem, też (remont mieszkania), ale też w bardzo dużej części poszło też na potrzeby eks, czy jej rodziny.

 

W odpowiedzi na pozew nie pisałem na co konkretnie (nie chcę prać brudów), ale jak przyjdzie co do czego i nie będę miał wyjścia to wywalę na rozprawie co i jak.

Na razie nie chce mi się o tym myśleć. Wakacje za pasem, K ma średnią niemal 4,9 (także dzięki mnie, jupiii), M jest dobrym brzdącem, mam nowego czterołapego członka rodziny, związek z S jest spełnieniem marzeń, czego chcieć więcej?

Witajcie, witajcie.

Do niedawna eks spotykała się z jakimś facetem, na potrzeby tego wpisu nazwijmy go Karolek. Wywalone, jedyne co mnie interesowało, to czy jest spoko dla chłopaków, K mówił że spoko. No to spoko.

Niedawno M się jednak wygadał, jak to małe dziecko, że „Karolek już nie przychodzi, mama nie lubi już Karolka”. Oho, myślę, znaczy znowu energia eks pójdzie nie w tę stronę, w którą bym chciał.

No i bęc – awizo. Otwieram – informacja z sądu, że postanawia zwolnić ją, będącą przedstawicielką K, z opłat z tytułu wniosku o zwrot kasy.

Czyli w imieniu K pozwała mnie o rzekome 30000 jakie niby zakosiłem synowi. Spytałem K czy coś wie. Oczywiście nie wie.

Ponadto byłem dziś na „badaniu” u psychologa z okazji wniosku eks o unieważnienie małżeństwa. Dostałem kwestionariusz z ponad 500 pytań.

Pytam jaki sens ma ten kwestionariusz, skoro mówimy o wydarzeniach, które działy się 18 lat temu a ludzie się zmieniają, czasem na plus czasem na minus. No i dostałem odpowiedź, że „niektóre cechy się nie zmieniają”. Trudno mi uwierzyć w sens i podłoże takiego testu…

A poza tym tęsknię za sierściuchem :-(

Odszedł przyjaciel.

7 komentarzy

Dawno nie pisałem…

 

Dziś niestety dzielę się ze światem przykrą wiadomością.

Wczoraj pożegnałem najwierniejszego przyjaciela, mojego psa.

Psina nie była stara, miała ledwie 13 lat. Zaczęła mieć problem z zębami, weterynarz przeprowadził zabieg, niestety – utrata krwi, szok i słabe serduszko nie udźwignęło tego ciężaru. Reanimacja nie pomogła, odeszła na moich rękach.

 

Ciągle jestem w szoku, ciągle patrzę na miski, puste legowisko, smycz. Rano pierwsze co to odruch wyprowadzenia psa na spacer.

 

Śpij słodko, psiaku.

Witajcie w Nowym Roku :-)

Dla mnie zaczął się od mocnego uderzenia, jeśli będzie jak u Hitchcocka, że najpierw trzęsienie ziemi a potem napięcie rośnie to będzie wesoło :-)

W zeszłym tygodniu dostałem awizo, polecony. Jak już wiecie, polecone do mnie nie wróżą w 90% nic dobrego.

Poszedłem na pocztę, odbieram, nadawca: eks. Noooo, jak już pisze do mnie poleconym zamiast zwyczajowo e-mailem to myślę sobie – będzie grubo.

No i jest. Znów ma omamy i twierdzi, że w czasie małżeństwa odkładaliśmy (z naciskiem na „my”) pieniądze na wspólnym koncie dla K. I uzbierało się tego całe 30000 PLN. Cyfra jest oderwana od realiów, ale dziwnym zbiegiem okoliczności pokrywa się z tym co mi była winna z tytułu podziału majątku. Przypadek?

I mam tę kwotę jej przelać w ciągu 7 dni bo jak nie to „sprawa zostanie przekazana do sądu, co spowoduje powiększenie kosztów”. No raczej nie moich.

Oczywiście gdzieś jej dzwoni, ale nie w tym kościele co trzeba. W ogóle takiego roszczenia nie może wysuwać, ale jeśli już przyjąć, że może to:

a. Nie ona odkładała;

b. Nie było tego 30000 tylko kilkukrotnie mniej;

c. To co nawet było zostało przez nas oboje spożytkowane na wspólne życiowe cele, głównie na JEJ kurs zawodowy…

Nawet jeśli coś było na tym podkoncie to konto te zostało zlikwidowane za czasów wspólnoty majątkowej. Więc teraz, niemal rok po podziale majątku domaganie się zwrotu czegokolwiek powoduje u mnie grymas śmiechu. Choć nie ukrywam, że trochę też stresu, różne historie się o wyrokach sądowych słyszało ;-)

I nawiązując do tytułu wpisu – mam kilka zaufanych osób, z którymi się dzielę „odpałami” eks małżonki i reakcje zawarte w tytule są tymi bardziej nadającymi się do zacytowania… Większość się niezbyt nadawała z powodu sporego zagęszczenia niepochlebnych opinii na temat eks ubranymi w mało parlamentarne słowa :-)


  • RSS