tsblog

Perypetie domowe

Zapomniałem ;-P

4 komentarzy

O czym zapomniałem? Ano o tym, że czekam ciągle na odpis wyroku z podziału majątku :-)

Wiele się ostatnio u mnie działo, prywatnie, zawodowo, no i podział majątku wyleciał z głowy.

Wczoraj w skrzynce awizo – polecony. No jak zwykle – niepewność, bo to raczej nic dobrego.

Dziś z samego rana poleciałem odebrać. Z daleka widzę – koperta z sądu. Niedobrze.

Ale po chwili olśnienie – przecież nie dostałem jeszcze odpisu wyroku dzielącego majątek! Koperta do łapki – uff, sygnatura podziału majątku.

Otwieram, jednak to nie odpis.

Czytam i oczom nie wierzę, śmiać mi się chce, aż głupio się uśmiechać, bo ludzie patrzą.

Dla mnie nic złego na szczęście, ale taka głupota, że aż wstyd.

Otóż wyobraźcie sobie, była małżonka od CZTERECH MIESIĘCY zaskarża wyrok w części mówiącej ile ona musi za podział zapłacić sądowi. Żeby było zabawniej, nie robi tego osobiście ale za pośrednictwem prawnika czy tam adwokata. Masa mądrych zwrotów „zarzucam Sądowi obrazę prawa procesowego”, „dubio pro fisco” itd. Sąd skargę odrzuca to adwokat zaskarża odrzucenie ;-D

I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie kwota jaką ma zapłacić eks… Pomyślcie najpierw ile bierze taki prawnik za sporządzenie jednego pisma. OK, powiecie, może on to robi za friko. Nie wiem, czy eks za to mu płaci czy nie, więc przyjmijmy, że nie płaci. To na ile wyceniacie 4-miesięczne kombinowanie, nerwy (bo na pewno składanie skarg do sądu nie wpływa pozytywnie na samopoczucie) itd? Ile kosztowało nas wszystkich (podatników) rozpatrywanie skarg, wysyłanie pism itd.

To Wam napiszę – cały ambaras jest o trzydzieści złotych. Jedna duża pizza.

Jakiś czas temu pisałem o wniosku byłej małżonki o unieważnienie ślubu.

Napisałem, że

W pierwszym zdaniu uważa małżeństwo za nieważne między innymi dlatego, że… była niezdolna psychicznie do podejmowania ważnych decyzji.

Wczoraj przyszło pismo z sądu diecezjalnego informujące o wyznaczeniu składu „sędziowskiego”.

Wczytałem się i okazuje się, że źle zinterpretowałem pierwsze pismo. Jej chodziło o to, że to ja byłem niezdolny psychicznie do podejmowania decyzji! 25-letni facet niezdolny do podejmowania decyzji o ślubie, no cóż…

Z innych przypadków – ciągle nie mam papierów potwierdzających uprawomocnienie się podziału majątku. Już prawie 3 miesiące mija, ciągle coś im przeszkadza :-/

W zeszłym tygodniu zmarł tata S…

Nie zdążyłem go poznać, starszy schorowany człowiek wiele ostatnich dni spędził w szpitalu i w nim dokonał swojego żywota.

Ja pochowałem swojego tatę kilkanaście lat temu. Nie miał nikogo bliższego, więc ja wespół z bratem zajmowaliśmy się pochówkiem.

Na pogrzebie taty S ciągle miałem przed oczami swojego tatę. Nie był może wzorem ojca, ale był mi najbliższą osobą na świecie.

Chcę Wam przekazać jedną rzecz – jeśli kiedykolwiek w jakiejkolwiek sytuacji ktoś Wam tak bliski jak bliski był mi tata poprosi o pomoc – nie kalkulujcie. Nie oceniajcie, po prostu pomóżcie. Ja kiedyś nie pomogłem mojemu tacie, bo groziło to kłopotami. I do dziś, od kilkunastu lat mam wyrzuty sumienia, że mogłem postąpić inaczej. Może miałbym przez to kłopoty, ale jemu byłoby łatwiej.

Tato, przepraszam po raz kolejny, nie wybaczę sobie do końca życia, że sprawiłem Ci zawód i nie zdążyłem tego zrekompensować.

Dawno nie pisałem, nic się nie działo.

Dziś przypomniałem sobie, że przecież czekam na papier z sądu, potwierdzający uprawomocnienie się ugody.

Nie pisałem wcześniej, ale opiszę w skrócie co się wydarzyło miesiąc temu niespełna.

Otóż aby załatwić wszystkie formalności w spółdzielni mieszkaniowej (tej starej) potrzebny był papier z sądu, że podział zakończony. Wniosek o papier złożyłem, zapłaciłem ile trzeba i czekałem. Nie mogąc się doczekać, zadzwoniłem.

Okazało się, że już TEORETYCZNIE po uprawomocnieniu postanowienia zauważono błąd w orzeczeniu, więc… sąd wysłał sprostowanie i od momentu otrzymania przez nas sprostowania mamy 7 dni na ewentualne zażalenie. Nadmieniam, że sprostowanie było na moją niekorzyść (chodziło konkretnie o opłaty sądowe). Kobitka z biura obsługi w sądzie nie umiała mi tego racjonalnie wytłumaczyć jak to jest możliwe, że w poniedziałek wyrok się uprawomacnia a w piątek ktoś zauważa błąd i wyrok już prawomocny nie jest. Magia.

W międzyczasie eks przelała na moje konto należną sumę i uznałem, że temat jest zamknięty.

I dziś przypomniało mi się, że wciąż nie przysłano papierka. Zadzwoniłem i dowiedziałem się… że eks złożyła zażalenie. WTF? Miesiąc po ustawowym terminie, w którym mogła to zrobić. Znów nie umiano mi wyjaśnić dlaczego w ogóle zamiast kazać iść prostować banany sąd będzie się teraz zajmował zażaleniem. Sąd wysłał jakieś pismo do pełnomocnika i teraz czeka na jego łaskawą odpowiedź.

Heh…

Finito!?

7 komentarzy

Dziś była rozprawa o podział majątku.

Przygotowałem się dość gruntownie, żeby w razie potrzeby wytoczyć ciężkie działa, okazało się, że nie było potrzeby…

Jako świadek stawił się rzeczoznawca, w sumie nie miałem pojęcia po co.

Mecenas eks przepytywał rzeczoznawcę po 10 razy o rzeczy… których on nie wyceniał. Wycenił mieszkanie na kwotę X i tyle.

Mecenas „a zabudowy”? Rzeczoznawca „Nie wyceniałem”. „A one nie są stałe?”. „Można je zdemontować, ale to podlega wycenie innego rzeczoznawcy, ja jestem od NIEruchomości”. „Ale te zabudowy to nie są na stałe?”. „Nie są”.

I tak w kółko, dobre 20 minut.

W końcu gdy dopuszczono mnie do głosu to spytałem o co generalnie chodzi, bo w moim pozwie jest do podziału mieszkanie i rzeczoznawca je wycenił na X i ja się z tym zgadzam. Zabudowy mnie nie interesują, więc w czym problem? Konsternacja :-)

Potem sędzina pyta czy się dogadaliśmy. Ja na to, że nie została mi przedstawiona żadna uczciwa propozycja, bo nie ma co się oszukiwać i szukać ucieczek tylko mnie spłacić i tyle. To eks jest mi winna kasę a nie ja jej.

Mecenas z eks poszeptali i poprosili o przerwę. Na korytarzu mecenas do mnie „jaka jest pańska propozycja”? Łeee, że co? Oznajmiłem, że wszystkie moje propozycje kończyły się odmową, ze sławnym już wypowiedzianym przez eks „mam to w dupie, spotkamy się w sądzie”. Mecenas poprosił eks aby nas zostawiła samych, pogadał po ludzku. Pech, że nie miałem przy sobie tabeli z wyliczeniami, ale zaproponowałem pewną kwotę, poszedł się skonsultować, wrócił z propozycją mniejszej i spłaty w ciągu 2 miesięcy. Co prawda kwota ta daje ledwie 1/4 wartości majątku, ale nie o pieniądze mi chodzi tylko o podejście. Takie postawienie sprawy uznałem za warte zachodu i zgodziłem się.

I wniosek mecenasa o połowę składek emerytalnych też przepadł po drodze ;-P

Tak więc za tydzień gehenna dzielenia się majątkiem i płacenia za mieszkanie, do którego nawet wejść nie mogę zostanie zakończona. No chyba, że eks się rozmyśli i złoży zażalenie, ale nie podejrzewam, strzeliła by sobie w kolano.

Dzwonek do drzwi, listonosz. Odbieram.

Sąd… DIECEZJALNY.

Yyyy, że co? W takim sądzie jeszcze nie byłem ;-) Sobie myślę, pies narobił na terenie jakiejś parafii? Niemożliwe, raz, że sprzątam po sierściuchu, dwa że nie błąkamy się po takich terenach. To może jakiś krewny szuka rodziny? Albo może coś nie tak z jakimś nagrobkiem?

Nieeeeee….

Otóż moi drodzy czytelnicy po 17 latach moja szanowna eks chce unieważnić małżeństwo.

I w sumie to nic nietypowego, może jej nowy facet nalega na ślub kościelny?

Ale najfajniejsze jest uzasadnienie.

W pierwszym zdaniu uważa małżeństwo za nieważne między innymi dlatego, że… była niezdolna psychicznie do podejmowania ważnych decyzji. HELOŁ!? To co, ślub cywilny też unieważnić? Buahahaha….

Dalej jest równie ciekawie, bo na 3 stronach maszynopisu „opisuje” nasze kilkunastoletnie pożycie.

Jak możecie się domyślić, pełne jest niedomówień, stwierdzeń bez pokrycia, przekręconych faktów, oraz zwyczajnie kłamstw. Żenujące jest również obrzucanie gównem moich znajomych, mojej matki czy brata, Bogu ducha winnych…

Muszę trochę ochłonąć, ale kilka „argumentów” eks kwalifikuje się pod pozew o pomówienie bądź zniesławienie. BARDZO się nad tym zastanawiam.

Wesoło ;-D

Wczoraj odebrałem kolejne pismo z sądu.

Trochę na plus, trochę na minus.

Na plus – wyznaczono termin rozprawy i to nawet niedługo, za 3 tygodnie.

Na minus – mecenas reprezentujący eks przyburzył się o wycenę zabudów w mieszkaniu. Oczywiście pismo datowane jest na ostatni dzień, gdy mógł takie pismo wysmażyć. Dzień później i mógł sobie pisać…

Ponadto zażyczył dla eks sprawdzenia w ZUS ile mam zgromadzonych składek w OFE i oczywiście połowę tego chce. Cóż, ma prawo. Ja też mam takie prawo i zamierzam skorzystać. Najlepsze jest to, że czekała z tym dwa lata, na kolejną sprawę wymyśli coś następnego. Bo tego, że to nie będzie ostatnia rozprawa to ja pewny jestem…

Oj, nie wiedziałem, że mam aż tak wiernych czytelników ;-)

 

Nie piszę, bo nic się nie dzieje. Ot, przyszło pismo z sądu, myślałem, że termin kolejnej rozprawy, ale nie – tylko powiadomienie o tym, że biegłemu należy się kasa.

 

M rośnie jak dziki, od świąt jak prawie nie mówił to teraz nie zamyka mu się pysio ;-)

Wczoraj mieliśmy iść na basen, ja + K + M + S + N (córka S). Niestety M zachorował i poszliśmy bez niego.

Spotkaliśmy na basenie męża siostry eks. Nie spotykaliśmy się od rozwodu, nie wiem, czy coś do mnie mają (przypominam, że lekko siostrę eks przyparłem do muru na rozprawie rozwodowej…). Nie zapraszają, ja się też nie napraszam, ale nic do nich nie mam, nic mi nie zrobili przecież. Więc nie wiem, czy podzielił się z żoną wieściami kogo i z kim spotkał, a ona z eks.

Czasem chciałbym wyprostować stosunki z niektórymi osobami, ale po prostu nie wiem, czy mogę zaufać…

Znów awizo w skrzynce.

Znów niepewność „albo wezwanie na kolejną rozprawę o podział (dobrze), albo informacja o obiekcjach eks co do wyceny rzeczoznawcy (źle) albo coś zupełnie nowego (obojętne, nie mam czego się bać)”.

Dziś odbieram, z daleka widzę sygnaturę podziału majątku, więc nic nowego.

Cienka koperta – nic to nie znaczy. Otwieram – i zaskoczenie, dość spore.

Mianowicie informacja, że opłatę za udzielenie informacji przez domy maklerskie (nie takie małe…) zostaną TYMCZASOWO pokryte przez skarb państwa. Przypominam – eks zupełnie abstrakcyjnie wnioskowała do kilku domów maklerskich o ustalenie, czy mam tam lokaty i inne takie, czy nie mam. Oczywiście nie mam, miało to na celu opóźnienie podziału majątku…

Poczytałem, popytałem… Artykuł 520 Kodeksu Postępowania Cywilnego w skrócie stwierdza, że „Każdy uczestnik ponosi koszty postępowania związane ze swym udziałem w sprawie”. Czyli „chciałaś sprawdzić to teraz za to zapłać,skoro nie było sensu”.

Mam nadzieję, że to trochę ostudzi zapędy eks do przyszłych dziwnych i wyssanych z palca pomysłów na poszukiwania legendarnego mojego majątku :-)

Witajcie!

Spóźnione nieco ale najszczersze życzenia a w zasadzie wiara, że święta minęły Wam pod znakiem radości, wesołości i ciepła (nie mówię o tym za oknem, bo tam jak na grudzień porażka…).

Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że były to jedne ze wspanialszych świąt jakie mi się zdarzyło przeżyć.Począwszy od wigilii aż do dziś, było wspaniale.

Choinka u mnie co prawda mała i pożyczona z pracy (remont mamy, więc okazja się nadarzyła :-) ale i taka wystarczyła. Jakby nie patrzeć to nie choinka czyni te dni takimi jakie powinny być…

Wigilię spędziłem z S (jak i pierwszy dzień świąt), z jej rodziną. Było ciepło, rodzinnie, wesoło a i Mikołaj obrodził :-) Przykro mi było tylko z jednego powodu – byli wśród gości inni rozwodnicy. I jakoś oni podzielili się tego wieczora dziećmi w stylu „do 19-tej u mnie, od 19-tej u ciebie”.  I wilk syty i owca cała. Mi niestety nie dane jest spędzić choć godzinę wigilii z dziećmi bo jak kiedyś usłyszałem „święta spędza się z rodziną”.

Na szczęście zgodnie z postanowieniem sądu drugi dzień świąt to mój dzień, więc dziś K i M odwiedzili najpierw mnie, potem pojechaliśmy na rodzinny obiad do mojej mamy, a potem wróciliśmy na chwilę do mnie, bo „chyba widziałem Mikołaja, on chyba coś u mnie zostawił pod choinką”. M szczęśliwy, tyle Mikołajów go odwiedziło… Niestety nie dał się przekonać, żeby jakąś zabawkę zostawić u mnie, wszystko chciał zabrać. Trudno, będziemy się bawić starymi ;-)

Niestety, dzisiejszy dzień bez S, taka praca…


  • RSS